Kuba Bożanowski, Flickr.com, CC BY 2.0. Tragiczne dzieje Zofiówki. Jakie sekrety skrywa nawiedzony szpital psychiatryczny w Otwocku? W Zofiówce wydarzyło się wiele tragedii. Dziś ten opuszczony szpital psychiatryczny w Otwocku pod Warszawą jest jednym z najbardziej nawiedzonych miejsc w Polsce. Poznajcie jego smutne dzieje. Nie będzie Instytutu w Otwocku? Wycofali się radni PiS. W ciągu sześciu lat działalności – do końca 2022 r. poprzez program ten dofinansowanych zostało ponad 2 tysiące projektów, z Niedawno na tym terenie (ponad 3 tys. m3) zakończono rozkładanie trawy z rolki (teren jest nawadniany). Reklama. Kilka dni temu w centrum miasta pojawiła się nie tylko większa, letnia scena, ale także palmy, które mają przywoływać u mieszkańców skojarzenia z wakacjami. Palmy przetransportowano do Otwocka w środę, 7 czerwca wieczorem. Otwock Wielki był świadkiem wielu wydarzeń. Tu August II spotkał się z carem Piotrem Wielkim i zaproponował mu rozbiór Polski w zamian za utrzymanie się na tronie . Po wojnie został odbudowany i przechodził zmienne koleje losu, mieścił się tu nawet poprawczak dla dziewcząt. Ten eksperyment był zdecydowanie nieudany. . 31 marca w Szpitalu Klinicznym w Otwocku 43 ortopedów złożyło wypowiedzenia. Chcą podwyżek płac Myślę, że przynajmniej niektórzy z nich, wycofają wypowiedzenia - mówi prof. Ryszard Gellert, dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, które jest organem tworzącym placówki w Otwocku Dodaje, że nawet bez 43 ortopedów szpital sobie poradzi, bo "przetrwały w nim skutki historycznego nadzatrudnienia". - Pozostałych 22 ortopedów i 43 rezydentów zapewni wykonanie planowanych operacji - zapewnia dyrektor CMKP Wskazuje na pozytywne strony wypowiedzeń: - Potencjał pozostałych ortopedów zostanie lepiej wykorzystany, a rezydentom będzie łatwiej "dopchać się" do stołu operacyjnego, by w dobrych warunkach nabierać niezbędnego doświadczenia - stwierdza prof. Gellert. Płace ortopedów w Otwocku. "Ktoś w tym sporze wyraźnie wyszedł przed szereg" Wojciech Kuta, Rynek Zdrowia: - Aż 43 ortopedów spośród 65 zatrudnionych w Szpitalu Klinicznym im. prof. Adama Grucy w Otwocku - dla którego CMKP jest organem tworzącym - złożyło wypowiedzenia. Trwa zbiór zbiorowy z dyrekcją placówki dotyczący płac specjalistów. Jeśli nie wycofają wypowiedzeń, przyszłość ośrodka będzie zagrożona? Prof. Ryszard Gellert, dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego: - Absolutnie nie ma takiego zagrożenia! Co więcej, po wnikliwym przeanalizowaniu zaistniałej sytuacji oceniliśmy wspólnie z dyrekcją Szpitala Klinicznego w Otwocku, że obecny poziom zatrudnienia - uwzględniający już odejście 43 lekarzy - czyli 22 ortopedów i 43 rezydentów - nie stwarza żadnego zagrożenia dla wykonania planowanych w 2022 r. operacji. Tym bardziej, że ośrodek w Otwocku nie wykonuje zbyt wielu procedur w trybie ostrym, do czego jeszcze wrócę. WK: - Na jakim etapie jest obecnie spór płacowy w otwockim szpitalu. Są szanse na porozumienie? RG: - Wierzę, że tak. Zacznijmy jednak od tego, że ten spór nie zaczął się kilka dni temu, czyli od kiedy stał się medialny, ale trwa od listopada 2021 roku. Przypomnę, że spór zbiorowy został wszczęty przez dwie z siedmiu działających przy szpitalu organizacji związkowych i jest prowadzony z udziałem mediatora wyznaczonego przez Ministra Rodziny i Polityki Społecznej. Chcę podkreślić, że zgodnie z tym, co powiedział szef jednego ze związków, spór ma charakter wyłącznie płacowy. Podczas ostatniego spotkania mediacyjnego przedstawiciele strony związkowej zadeklarowali przedłożenie stanowiska w odpowiedzi na stanowisko pracodawcy. Tymczasem 31 marca lekarze złożyli wypowiedzenia, a więc zanim związki zawodowe skierowały do dyrekcji pismo ze swoim stanowiskiem, które powinno stać się przedmiotem rozmów z wyznaczonym przez ministerstwo rozjemcą. Zatem ktoś wyraźnie wyszedł przed szereg, być może licząc na efekt w postaci zaniepokojenia opinii publicznej. Uważam, że cały spór został mocno „rozdmuchany”. To trochę burza w szklance wody. Myślę, że ortopedzi wycofają swoje wypowiedzenia. Oczywiście ci, którym dyrekcja szpitala w Otwocku na to pozwoli. Dodam, że 14 lekarzy spośród tych, którzy złożyli wypowiedzenia, to zarazem moi pracownicy naukowo-dydaktyczni w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Prof. Ryszard Gellert Fot. PAP/Mateusz Marek WK: - Co będzie, jeśli ortopedzi jednak nie wycofają wypowiedzeń? RG: – Powtórzę: nie spowoduje to zagrożenia dla realizacji planu zabiegów. Nie wydarzy się nic złego. Pacjenci są bezpieczni, a rezydenci w Szpitalu Klinicznym im. prof. Adama Grucy w Otwocku będą mieli możliwość szybciej i dogłębniej nauczyć się zawodu. Obecnie jest bowiem tak, że często nie mogą, mówiąc kolokwialnie, dopchać się do stołu operacyjnego, by od strony praktycznej, w dobrych warunkach nabierać niezbędnego doświadczenia. Pamiętajmy, że 43 operujących ortopedów to naprawdę całkiem sporo. Teraz zostało ich 22, ale wspólnie z rezydentami bez problemu będą w stanie wykonywać wszystkie zaplanowane operacje. Poza tym jestem przekonany, że przynajmniej część ortopedów, którzy złożyli wypowiedzenia, wycofa je. Jeżeli jednak nie wrócą do szpitala, jego pacjenci mogą być spokojni. Na pewno nie zostaną pozbawieni świadczeń. Obecnie w szpitalu w Otwocku na 12 salach wykonuje się ok. 9 tys. operacji rocznie, ale potencjał jest o około jedną trzecią wyższy. WK: - Dlaczego te możliwości nie są w pełni wykorzystywane? RG: - Dzieje się tak z różnych powodów, mimo tego, że poza 7,5 godzinami dziennie etatowej pracy, koledzy ortopedzi mają też inne możliwości dorabiania „po godzinach”. Nie może być jednak tak, że 12 sal operacyjnych po południu stoi pustych. To jest marnowanie potencjału. W roku mamy 251 dni zabiegowych. Szpital w Otwocku jest przede wszystkim ośrodkiem ortopedycznym, a nie urazowym. Stąd zdecydowaną większość zabiegów wykonuje w trybie planowym, nie związanym z ostrymi przyjęciami, np. z wypadków. Prosty rachunek wskazuje, że w otwockim szpitalu jeden ortopeda wykonuje średnio w ciągu dnia dwie operacje. To nie jest dużo. Myślę, że w szpitalu w Otwocku przetrwały też skutki historycznego „nadzatrudnienia”. Na 18 łóżek przypadało tam dotychczas 4 ortopedów i 3 rezydentów. To aż 7 lekarzy na 18 pacjentów. Dyktowały to względy dydaktyczne, które w dobie e-learningu zanikły. WK: - Ile zarabiają ortopedzi w szpitalu w Otwocku? RG: - Wysokość wynagrodzeń etatów może nie rzuca na kolana, ale ortopedzi bardzo sobie cenią tę formę zatrudnienia, zapewniającą sferę socjalną, w tym, między innymi ubezpieczenia zdrowotne, płatne urlopy, trzynastą pensję. Nie chcę podawać konkretnych kwot wynagrodzeń, ale podam, że wszyscy lekarze, którzy złożyli wypowiedzenia, są objęci stawką podatkową wynikającą z II progu, także według Polskiego Ładu. Od 2019 roku ich zarobki wzrosły o 50 proc. WK: - Mimo to uważają, że ich płace są wciąż za niskie. W oficjalnym oświadczeniu wskazują, że są najlepsi w Polsce, a nie otrzymują „adekwatnej zapłaty za pracę tak skomplikowaną i odpowiedzialną”. RG: - Uważam, że na takie stwierdzenie ich koledzy ortopedzi z innych klinik ortopedycznych w Polsce mogą się obrazić. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Z tego, co wiem, ortopedzi ze szpitala w Otwocku domagają się teraz co najmniej 50-procentowej podwyżki, mimo że już obecne zarobki plasują ich w najwyższej grupie podatkowej. Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin. Dowiedz się więcej na temat: Kobieta twierdziła, że jej dzieckiem opiekuje się bratowa Czujni policjanci nie dali jednak wiary zapewnieniom pijanej 37-latki, że oprócz niej nikogo nie ma w domu. Jej zachowanie od początku nie wzbudziło zaufania przybyłych na miejsce służb. W pewnym momencie policjanci zwrócili uwagę na rozwinięte na podłodze gumoleum, którym przykryty był właz. Mundurowi postanowili natychmiast działać i sprawdzić, co się pod nim znajduje. Wtedy ich oczom ukazała się brudna, ciasna piwnica, do której wejście ukryte było w podłodze pomieszczenia. Najbardziej przerażające okazało się jednak to, co policjanci w niej zobaczyli. W środku skrywanej piwnicy siedział skulony, wystraszony, małoletni chłopiec. Zobacz też: Prażmów. Roztrzaskał oplem mercedesa i uciekł, wszystko na oczach policjanta. Za kółkiem 15-latek 10-latek z piwnicy uratowany Mundurowi błyskawicznie wydostali więzione, zastraszone dziecko i przekazali je pod opiekę innego członka rodziny. Matkę chłopca policjanci sprawdzili alkomatem – badanie wykazało ponad promil alkoholu w jej organizmie. Kobieta od razu trafiła do policyjnej celi. Zobacz też: Tak się mieszka w centrum Warszawy. "Robactwo zeżre nas tu żywcem!" Justyna F. z Przemyśla tłumaczy dlaczego znęcała się nad swoimi dziećmi To nie pierwszy raz, gdy kobieta znęcała się nad synem Jak ustalili policjanci, kobieta od dłuższego czasu znęcała się nad swoim 10-letnim synem. 37-latka gnębiła chłopca psychicznie wyzywając go, klnąc na niego i krzycząc. Co najmniej kilka razy karą dla chłopca wymierzoną ze strony 37-letniej matki było zamknięcie go w małej piwnicy pod podłogą. - Po wytrzeźwieniu 37-latka została doprowadzona do Prokuratury Rejonowej w Otwocku, gdzie przedstawiony został jej zarzut znęcania się nad małoletnim synem ze szczególnym okrucieństwem. Kobieta została objęta na czas trwającego postępowania policyjnym dozorem. - mówi mł. Asp. Paulina Harabin z policji w Otwocku. Decyzję o dalszych losach 37-latki i jej dziecka podejmie sąd. Czynności w sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Otwocku. Sonda Czy kary za przemoc wobec dzieci powinny być wyższe? Posłuchaj mrożących krew w żyłach historii najsłynniejszych seryjnych zabójców świata. Włącz podcast ZŁO - Zbrodnia, Łowca, Ofiara. Listen to "Tillie Klimek - polska seryjna zabójczyni z Chicago on Spreaker. Czy wiesz, że w Polsce istnieje mnóstwo miejsc, do których boją się zajrzeć nawet najlepsi egzorcyści? Jednym z najbardziej przerażających jest „Zofiówka” – kompleks kilku budynków w Otwocku pod Warszawą. Dzieje tego miejsca, które dawniej było Zakładem dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów, przyprawiają o ciarki. W czasach wojny zamordowano tam ponad 100 osób, których duchy do dziś nawiedzają mury „Zofiówki”. Dlaczego nocą słychać w budynku przeraźliwe odgłosy i jęki? Sprawdź, jakie tajemnice kryje opuszczony zakład „Zofiówka”.Jeśli szukasz więcej artykuł i informacji historycznych, sprawdź także zebrane w tym miejscu artykuły z ciekawostkami. „Zofiówka” w Otwocku – najbardziej nawiedzone miejsce w Polsce? Kiedy „Zofiówka” była miejscem przyjaznym dla chorych… Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów w Otwocku najpierw znajdował się przy ulicy Wólczańskiej, a później przy ulicy Jana Kochanowskiego. Co ciekawe, ogromny teren na jego wybudowanie wykupiono dzięki sprzedaży biżuterii. Budowę obiektu nadzorował Samuel Goldflam, słynny polski lekarz neurolog. Właśnie on został później kierownikiem szpitala i zarządzał nim od 1908 aż do 1926 roku. Jego następcą był Gotlib Kremer, a później Rafał Becker (polski lekarz psychiatra żydowskiego pochodzenia). W 1932 roku dyrektorem szpitala został z kolei psychiatra Jakub Frostig. Swoją nazwę („Zofiówka”) szpital zawdzięcza niejakiej Zofii Endelmanowej – właśnie ona ofiarowała założycielom szpitala drogocenną biżuterię, dzięki której udało się go wybudować. Na początku budynek wyposażony został w niecałe 100 łóżek. Następnie zaczęto powiększać go o kolejne pawilony, w tym przeznaczone tylko dla kobiet. W 1935 roku szpital był już ogromnym zakładem, mieszczącym prawie 300 łóżek dla pacjentów. Do budynku zaczęło przybywać coraz więcej chorych psychicznie Żydów. Ich leczenie finansowane było po części przez rodziny pacjentów, a także gminę prowincji, skąd pochodzili chorzy. Warto dodać, że w tamtych czasach leczenie schorzeń na tle psychicznym i nerwowym było zupełną nowością. Aby pomóc pacjentom zwalczyć chorobę psychiczną, w zakładzie stosowano terapię w postaci… pracy. W latach 30-stych „Zofiówka” była największym tego typu sanatorium w Otwocku, gdzie pacjenci szczęśliwie „przywracani” byli społeczeństwu. Niestety, w ciągu kilku lat wszystko miało się drastycznie zmienić. „Eliminacja życia niewartego życia” Podczas okupacji Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów znajdował się na terenie getta „Kuracyjnego” w Otwocku. Dlatego też od początku 1940 roku miejsce przestało być przyjazne dla żydowskich pacjentów. Chorzy zaczęli głodować. Warunki, w których przebywali, znacznie się pogorszyły. Na terenie Guberni budynek ów stał się z czasem jedynym szpitalem, w którym leczono umysłowo chorych Żydów. Władzę nad zakładem przejął Jost Walbaum – nazistowski lekarz, a także kierownik wydziału zdrowia w rządzie Generalnego Gubernatorstwa. Rok później w „Zofiówce” było już 350 pacjentów. Podczas likwidacji getta w Otwocku (1942 rok) doszło w zakładzie do okropnych wydarzeń. Jak podaje serwis turystyczny miasta Otwock, rozstrzelano w „Zofiówce” łącznie 108 chorych, a także 3 lekarzy. Niektórzy zostali wciśnięci do wagonów. Inni uciekli bądź popełnili samobójstwo. Dlaczego naziści zabijali pacjentów „Zofiówki”? Była to bowiem część programu III Rzeszy, który realizowano w latach 1939-1944. Program ten polegał na „eliminacji życia niewartego życia”. W ramach całej akcji mordowano ludzi chorych na schizofrenię, a także osoby niepoczytalne, przebywające w zakładach opiekuńczych więcej niż 5 lat czy cierpiące na padaczkę. Niemcy ulokowali wszystkich pacjentów wraz z personelem zakładu „Zofiówka” do pawilonu nr I. Właśnie tam zginęło najwięcej ofiar. A może zainteresuje cię także ten artykuł na temat Vito Corleone? Co stało się z zakładem dla chorych psychicznie Żydów? Na terenie „Zofiówki”, w ramach niemieckiej akcji Lebensborn, powstał później ośrodek opiekuńczo-charytatywny. Była to specjalna instytucja, w której rodzić się miały niemieckie dzieci „czystej krwi”. Niemcy chcieli stworzyć w budynku warunki do „odnowienia krwi niemieckiej”, odpowiednio selekcjonując potencjalnych mężczyzn i kobiety do rozmnażania. „Zofiówka” zmieniła swoją nazwę na „Lebensborn Ostland”, łącząc się z sanatorium „Brijus” w jeden kompleks budynków. Naziści przejęli go po zlikwidowaniu otwockiego getta. Budynek został wyposażony w rzeczy, które zrabowano z getta warszawskiego. W środku „nowej Zofiówki” wygospodarowano miejsce dla ok. 100 przyszłych matek i 150 dzieci. Według Generalnego Gubernatorstwa prowadzonego przez SS była to placówka wzorcowa, w której rodzić się miały wyłącznie dzieci krwi aryjskiej. Zakład, poza „produkowaniem” niemieckich dzieci, germanizował również dzieci pochodzenia polskiego. Takie dzieci przechodziły proces germanizacji, zanim trafiły do niemieckich rodzin, które je adoptowały. Po wojnie w „Zofiówce” leczeni byli pacjenci chorzy na gruźlicę. Ośrodek zmienił wówczas nazwę na Sanatorium im. Stefana Okrzei. Od 1956 roku kurowali się tam młodzi pacjenci, a od 1968 roku zakład przyjmował również dorosłych. Pod koniec lat 80-tych pierwotna nazwa szpitala wróciła podobnie, jak wróciło jego przeznaczenie. Znów leczyli się w nim pacjenci chorzy nerwowo i psychicznie, jednak głównie same dzieci. Z czasem kuracjuszami „Zofiówki” stali się również dorośli alkoholicy, młodzi narkomanie czy chorzy psychicznie ludzie. Czy „Zofiówka” w Otwocku naprawdę została opuszczona? Paranormalne historie w Zakładzie dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów Ośrodek zamknięty został pod koniec lat 90-tych. Od tamtej pory budynek stoi mroczny i pusty. Z dnia na dzień popada w coraz większą ruinę. Jedyne, co pozostało po dawnej „Zofiówce”, to roztrzaskane kafelki czy odpadający tynk. W środku nie ma już prawie nic – wszystko rozkradziono lub zniszczono. Jest jednak coś, co pozostało w zniszczonych, popękanych murach. Przeszywający chłód i mroczne legendy, które do dziś dają o sobie znać odwiedzającym miejsce turystom. Oto kilka najpopularniejszych mrocznych opowieści. Do sanatorium w Otwocku prawdopodobnie trafiła kiedyś pewna zakonnica, która wróciła z misji w Afryce. Zachorowała na schizofrenię, którą w „Zofiówce” próbowano wyleczyć. Niestety, kobieta po kilku tygodniach leczenia popełniła samobójstwo. „Zofiówka” ponoć wybudowana została na terenie dawnego cmentarza. Zapiski pochodzące z 1958 roku, które prowadzone były przez pracujące w zakładzie pielęgniarki, wskazywały na to, iż w budynku regularnie dochodziło do paranormalnych zjawisk. Często słychać było należące do nikogo kroki, a niektóre z przedmiotów samodzielnie się przestawiały. Pacjentom często przesuwały się kołdry, a czasami chorzy mieli wrażenie, że ktoś ich… dusi. Dopiero interwencja księdza-egzorcysty sprawiła, iż nadprzyrodzone moce zniknęły. Badacz Michał Stonawski w swojej książce „Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń” opisuje, iż otwocka „Zofiówka” to najbardziej nawiedzone miejsce w Polsce. Stonawski uznał, iż odpowiedzialna jest za to przerażająca historia związana z mordowaniem Żydów, których duchy wciąż zdają się egzystować w opuszczonym budynku. Jedna z legend głosi, że w Zakładzie dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów samobójstwo popełnił niejaki nauczyciel. Zakochał się ponoć w jednej z uczennic, która nie odwzajemniła jego uczucia. Duch nauczyciela do dziś błąkać się ma między odrapanymi ścianami „Zofiówki”. Czy warto odwiedzić „Zofiówkę”? Opuszczone sanatorium w Otwocku jest dziś jednym z najbardziej nawiedzonych punktów na mapie Polski. Zjeżdżają się w to miejsce wyłącznie turyści, którzy głodni są niecodziennej rozrywki i adrenaliny. Umówmy się. „Zofiówka” nie jest miejscem specjalnie przystosowanym do zwiedzania. Nie można oglądać budynku z przewodnikiem. Istnieje też ryzyko, że budowla pewnego dnia nagle się zawali. Wewnątrz trafić można również na nieprzyjemne towarzystwo w postaci bezdomnych i alkoholików. Wszędzie znajdują się porozbijane butelki i mnóstwo śmieci, a na ścianach pełno jest dziwacznych malunków. Czy warto odwiedzić to miejsce? Jeśli masz odwagę, na pewno warto będzie się tam wybrać. Sugeruję jednak nie krzątać się po budynku samopas. Zdecydowanie rozsądniej będzie wyruszyć na eksplorację „Zofiówki” z większą grupą ludzi. Zwiedzanie budynku za dnia również będzie lepszym pomysłem niż szukanie wrażeń w nocy. W kilku częściach byłego szpitala, do których można się oczywiście dostać, wyobraźnia może spłatać niejednego psikusa. Nie da się ukryć, klimat miejsca jest przerażający. Warto więc odpowiednio przygotować się na taką nietypową wyprawę. I nigdy nie zwiedzać tego typu obiektów samotnie. Autor: Paulina Zambrzycka Bibliografia: Kidger Rebecca E.: Duchy. Historie o nawiedzonych miejscach i ludziach, Wydawnictwo Rea, Konstancin-Jeziorna 2012 Robert David Chase: Nawiedzenia. Historie prawdziwe, Wydawnictwo Replika, Poznań 2019 Stonawski Michał: Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń, Wydawnictwo Znak, Warszawa 2020 Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny? Dla 100,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny „Jakżebym chciał wiernie i dokładnie opisać ten dzień, opisać tak plastycznie, żeby każdy był w stanie uzmysłowić sobie, jaką gehennę przeżyli ludzie w ten przeklęty dzień, gdy nagle przekonali się, że się dali oszukać” – pisał policjant z getta w Otwocku, Calek Perechodnik. 19 sierpnia 1942 roku żydowska społeczność miasta przestała istnieć. "Dzielnica żydowska. Niemcom i Polakom wstęp wzbroniony". Brama getta w Otwocku, ul. Andriollego. Zbiory ŻIH Gdy w marcu 2017 r. rozpoczynała się budowa galerii handlowej w centrum Otwocka, należało przeprowadzić rozpoznanie archeologiczne na terenie opustoszałego placu po dworcu autobusowym[1]. Jednakże w istocie były to prace prowadzone w obrębie nieistniejących ulic Targowej oraz Krzywej. Jak to się stało, że ulice zniknęły, a gęsty niegdyś od zabudowy kwartał śródmieścia zamienił się w pustawą przestrzeń? Odpowiedzi na to pytanie musimy szukać w latach 1939-1942, które na zawsze odmieniły oblicze miasta. Miasta zamieszkałego przed wojną przez ponad dziesięć tysięcy Żydów, którzy stanowili około 55% ludności, nie wspominając o znacznej liczbie letników i kuracjuszy przebywających tu okresowo. Miasta, niczym księżyc, o dwóch stronach rozgraniczonych nadwiślańską linią kolejową, gdzie, jak wspominał poeta Symcha Symchowicz, „po jednej stronie ludzie żyją w czystych przestronnych domach okolonych drzewami i dywanami kwiatów, kiedy tam całe rodziny ściśnięte są w jednym lub dwu pokojach, w brudzie i biedzie”[2]. Jednak wobec śmierci wszyscy są równi, a ta nadeszła we wrześniu 1939 r. Nie była to śmierć nagła i niespodziewana, ale typowa dla XX wieku: stopniowa, systematyczna i dobrze zaplanowana. Wrzesień 1939 r. przyniósł grabieże, konfiskaty mienia oraz pobicia i różne formy ataków. W październiku spalono otwockie synagogi. Od listopada Żydzi na terenie Generalnego Gubernatorstwa musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida. W grudniu, bez rozróżniania po której stronie torów kto mieszka, na całą żydowską społeczność Otwocka nałożono kontrybucję w wysokości stu tysięcy złotych. Należy przy tym zwrócić uwagę, że miasto pozbawione kuracjuszy straciło ekonomiczne podstawy swojego bytu. Problemy finansowe widać na przykładzie budżetu miasta, które straciło ćwierć miliona złotych wpływów z samej opłaty klimatycznej, przy jednoczesnym wzroście wydatków na opiekę społeczną, co doprowadziło do rosnącego z roku na rok deficytu budżetowego. Możliwość ewentualnej przeprowadzki, czy dojeżdżania do pracy sparaliżował, wprowadzony w styczniu 1940 r., zakaz korzystania z kolei. Kolejne rozporządzenia władz okupacyjnych pogarszały sytuację. Od początku roku 1940 Judenrat musiał codziennie oddawać do dyspozycji niemieckiej administracji grupę około 100 przymusowych robotników. Wiosna minęła bez rewelacji. Latem Judenrat dostał nakaz zorganizowania grupy mieszkańców, która trafiła do obozów pracy przymusowej na Lubelszczyźnie. W większości były to osoby niezdolne wykupić się od wysyłki łapówką. We wrześniu nakreślono granice przyszłej tzw. Dzielnicy Żydowskiej. Ostatecznego kształtu nabrała 4 listopada 1940 r., stając się drugim co do wielkości gettem w dystrykcie warszawskim. Przez getto otwockie przeszło około czternaście tysięcy osób. Składało się z trzech części – miasteczkowej i środkowej (połączonych przejściem przez tory) oraz kuracyjnej. Na terenie tej ostatniej znajdował się zakład psychiatryczny dla Żydów „Zofiówka”, popularny ostatnimi czasy wśród amatorów urbexu, czyli eksploracji opuszczonych nieruchomości[3]. Dalej sprawy potoczyły się zgodnie ze wcześniej nakreślonym schematem. Oddajmy głos Calkowi Perechodnikowi: „Getto rozpoczęło się dość niewinnie, nie było ogrodzone, wolno było wychodzić, obszar był dość duży, mieszkań ani żywności nie brakowało. Powolutku jednakże powstał parkan dookoła getta, zabroniono opuszczać Żydom getto pod groźbą kary śmierci, ale w rzeczywistości zakaz początkowo istniał tylko na papierze”[4]. W styczniu 1941 r. dzielnice getta zostały zamknięte i wprowadzono przepustki, które zostały unieważnione pod koniec maja pod pretekstem pojawienia się przypadków zachorowania na tyfus plamisty. Wiosna minęła bez rewelacji. 22 czerwca rozpoczęła się operacja Barbarossa i prąca na wschód niemiecka machina wojenna potrzebowała przymusowych robotników. Panowało przekonanie, że dopóki się pracuje dla okupanta w szopach (zakładach produkcyjnych), dopóty jest się potrzebnym, a co za tym idzie, bezpiecznym. Tymczasem sytuacja w otwockim getcie pogarszała się. O ile sosnowy las położony na piaszczystej glebie dawał świetne rezultaty w zakresie leczenia chorób płuc, o tyle zupełnie nie nadawał się do produkcji rolnej. Szmuglowanej, przez zamknięte granice dzielnicy, żywności nie wystarczało, zresztą coraz trudniej było ją kupić, z powodu braku pracy, a co za tym idzie, stałych dochodów. Aby przeżyć, Żydzi starali się sprzedać resztki majątku. Pod koniec 1941 r. pojawiły się przypadki śmierci głodowej. Wiosna minęła bez rewelacji. Latem obok stacji kolejowej wytyczono teren na zakład stolarski. Obok torów kolejowych, aby łatwiej było ładować zgromadzone produkty. W skład warsztatu wchodzi starannie ogrodzony drutem kolczastym plac. 19 sierpnia 1942 roku Otwock o godzinie siódmej rano jest miastem polsko-żydowskim. O północy już nie. Bocznica kolejowa w Otwocku 19 sierpnia 1942 roku. Żydzi siedzą na ziemi,oczekując na transport do Treblinki. Zdjęcie zrobione z przejeżdżającego pociągu. „Na placu siedzi 8000 ludzi z ogólnej ilości mieszkańców. 8000 ludzi, którzy w przeważającej większości sami się stawili. Żona spogląda na mnie niemymi oczyma, nic prawie nie mówi, ale to spojrzenie…” – pisał Calek ŻIH Przejmującą relację z otwockiego getta, jedno z najbardziej znanych świadectw o Zagładzie, pozostawił po sobie Calek Perechodnik, policjant założonej przez Niemców policji żydowskiej, przedwojenny inżynier, którego żona była współwłaścicielką miejscowego kina. Pozostały tylko kamienie: W 75. rocznicę likwidacji getta odsłonięto kamień pamiątkowy na skwerze Pamięci Żydów Otwockich (widły ulic Andriollego i Świderskiej). W 1949 roku przy ulicy Reymonta (na rogu z ul. Dłuskiego) umieszczono duży głaz granitowy. Pomnik upamiętnia jedno z miejsc masowych egzekucji z okresu likwidacji getta. O cmentarzu w Anielinie młodzież przygotowała w tym roku film Otwocki cmentarz żydowski (1. miejsce w Polsce w międzynarodowym konkursie ESJF/ Centropa Youth Storytelling Competition) Do 1916 roku, to jest do roku uzyskania przez Otwock praw miejskich, tereny te podlegały pod żydowską gminę wyznaniową w Karczewie i tam znajduje się najstarsza nekropolia w okolicy. Zdjęcia obrazujące stan aktualny cmentarza w Karczewie: Zobacz program tegorocznych obchodów rocznicy zagłady gett w Otwocku, Falenicy i Rembertowie na Facebooku Bibliografia: Sebastian Rakowski, Aby ślad nie pozostał… Żydzi otwoccy – zagłada i pamięć, Towarzystwo Przyjaciół Otwocka, Otwock 2012. Marian Kalinowski, Żydzi otwoccy 1916-1942, Otwock 2002. Calek Perechodnik, Spowiedź, oprac. David Engel, Ośrodek KARTA, Warszawa 2018. Symcha Symchowicz, Pasierb nad Wisłą, Towarzystwo Więź, Warszawa 2005. Przypisy: Cytat w leadzie: Calek Perechodnik, Spowiedź, oprac. David Engel, Warszawa 2018, s. 60. [1] Aleksandra Czajkowska, Wykopali kupieckie skarby…, „Linia Otwocka”, (dostęp r.) [2] Symcha Symchowicz, Pasierb nad Wisłą, Warszawa 2005, s. 158. [3] Noc w nawiedzonym szpitalu psychiatrycznym - Zofiówka Urbex History, kanał Urbex History, (dostęp r.) [4] Calek Perechodnik, dz. cyt., s. 29.

co się dzieje w otwocku